Obrót nieruchomościami w czasach epidemii

Epidemia koronawirusa to nie tylko kłopot branży turystycznej, gastronomicznej czy hotelowej. Na sytuacji ucierpi również rynek mieszkaniowy – pytanie tylko, czy bardzo.

W ostatnich dwóch latach ceny nieruchomości rosły jak szalone, a w dużych miastach były one największe. Koronawirus na pewno wpłynie nie tylko na ceny, ale w szerszej perspektywie na cały szeroko pojęty rynek nieruchomości – nie tylko w zakresie samych transakcji, ale też ilości biur oraz pośredników. W pierwszym tygodniu po informacji o zamknięciu szkół w wielu biurach nieruchomości zapadła cisza. Brakło telefonów oraz zapytań mailowych o oferty dotyczące sprzedaży mieszkań.
Praca w biurach nieruchomości ustała. Na większości drzwi wiszą kartki z informacją, że biuro działa tylko telefonicznie i mailowo, a pośrednicy pracują zdalnie. Aktualnie większa część ich pracy polega na aktualizowaniu cen ofertowych, robieniu nowych zdjęć, tworzeniu wirtualnych spacerów i oczekiwaniu, co przyniesie rynek. W pierwszych tygodniach nowej rzeczywistości pojawił się niepokój nie tylko o klientów, ale i o nas, pośredników. Mamy utrudniony dostęp do placówek użyteczności publicznej, gdzie większość z nas finalizuje transakcje. Pojawiły się ograniczenia w funkcjonowaniu starostw powiatowych, spółdzielni mieszkaniowych czy sądów wieczystoksięgowych, co może sparaliżować obrót nieruchomościami w następnych tygodniach. Nawet mimo szczerych chęci stron, przeprowadzenie transakcji może okazać się niemożliwe, ponieważ zebranie pełnej dokumentacji jest utrudnione, a aby móc podpisać umowę, potrzeba skompletowania części dokumentów

Transakcje przesuwają się w czasie
Pomimo wcześniej ustalonych terminów wiele umów notarialnych jest przekładanych.
Część klientów zdecydowała się na podpisanie oświadczeń o chęci doprowadzenia do transakcji, w tym przypadku mówimy o umowie końcowej. Klienci już teraz wiedzą, że nie pojawią się na podpisaniu aktu notarialnego, który ma nieodległy termin. Sytuacje takie są związane przede wszystkim ze stanem epidemii.
Jeśli jednak w przyszłości miałoby dojść do jakichkolwiek sporów między stronami, wynikających z niepodpisania umowy w terminie, to będą one rozstrzygane przez sądy. Te prawdopodobnie wezmą pod uwagę fakt, że niewychodzenie z domów oraz ograniczenie spotkań były zalecane przez rząd. Bardzo istotne będą również decyzje banków posiadających w swojej ofercie kredyty hipoteczne. Ograniczenia w ich pracy mogą spowodować znaczące wydłużenie procesu transakcyjnego. Na pewno na wygranej pozycji znajdą się osoby, które są w stanie szybko podjąć decyzję o zakupie. W obecnych okolicznościach korzyści mogą odnieść np. flipperzy (przedsiębiorcy nabywający mieszkania w celu ich dalszej odsprzedaży po zainwestowaniu w remont) oraz nabywcy gotówkowi, których kartą przetargową jest szybka realizacja transakcji.

Spadek popytu i … cen
Osoby, które teraz wystawiły swoje mieszkania na sprzedaż, muszą liczyć się z chwilowym osłabieniem popytu, ale równocześnie mogą otrzymywać szereg propozycji zakupu po cenach dużo niższych od swoich oczekiwań. Jak wiemy, zawsze jest ktoś, kto będzie chciał zarobić na atmosferze niepewności. Pamiętajmy, że sprzedaż mieszkania niekiedy wiąże się z innymi transakcjami, np. zakupem działki, budową domu, czy też zakupem innego większego mieszkania od dewelopera. Działając pod presją czasu, kiedy np. zbliża się termin wpłacenia deweloperowi kolejnej transzy, kupujący może być w stanie obniżyć swoje oczekiwanie wobec ceny transakcyjnej. Okres osłabienia rynku sprzyja też korekcie cen niektórych mieszkań wycenianych przez właścicieli, którzy niejednokrotnie przeszacowują swoje nieruchomości.

W ostatnim czasie przyzwyczailiśmy się do niemal codziennych informacji o wzrostach cen mieszkań. Nikt jednak nie spodziewał się sytuacji, której właśnie jesteśmy świadkami – pojawił się tak bardzo nieprzewidywalny czynnik, jakim jest obawa przed zarażeniem.
Z tego powodu klienci dotąd nastawieni na zakup nieruchomości obecnie nie chcą umawiać się na prezentację, a i strona sprzedająca mieszkanie niechętnie przyjmuje osoby zainteresowane kupnem, ponieważ procesowi sprzedaży-kupna zawsze towarzyszą kontakty międzyludzkie. W przypadku obrotu działkami jest dużo lepiej, ponieważ można podjąć wszelkie środki ostrożności oraz zachować bezpieczną odległość podczas oglądania przedmiotu transakcji.

Biura pośrednictwa a życie w zamknięciu
W najlepszej sytuacji są biura nieruchomości, które pracują z klientami tylko na zasadzie wyłączności (a jest ich coraz więcej). One obawy mogą zminimalizować do zera, ponieważ mają możliwość bezpośredniego wskazania klientowi lokalizacji działki bez potrzeby spotykania się. Ponadto wszystkie niezbędne informacje mogą przekazać, telefonicznie lub mailowo.
Natomiast w najgorszej sytuacji są pośrednicy, którzy od niedawna wykonują ten zawód i nie mają jeszcze bazy klientów. Ciąży nad nimi ryzyko, że nie utrzymają się na rynku. Praca w pośrednictwie jest często umową B2B lub umową zleceniem, więc – mówiąc wprost – nie doprowadzisz do transakcji między stronami, nie zarobisz.
Niewielka część portali ogłoszeniowych przygotowuje oferty dla pośredników z tańszymi pakietami za ogłoszenia. Również i one odnotowały spadek ruchu generowanego przez klientów kupujących.
Dobrą wiadomością dla nabywców może być przypuszczenie, że w zaistniałej sytuacji ceny mieszkań zaczną spadać. Skoro popyt na mieszkania zmniejsza się, można oczekiwać, że nieruchomości będą tańsze. Lepiej jednak zbyt wcześnie się nie cieszyć. Ciągle nie wiemy, jak gospodarka odczuje kryzys.
Tymczasem życzę wszystkim optymizmu i zdrowia.

Compare listings

Porównać